Amerykańskie zwyczaje ślubne (choćby takie jak przyjęcie w ogrodzie, druhny w podobnych strojach, logo ślubne) powoli wchodzą do naszych rodzimych sal weselnych.
Czy to źle, czy dobrze – nie nam oceniać. Jeżeli Para Młoda chce mieć wesele w stylu amerykańskim, to dlaczego nie? Warto przyjrzeć się zatem zwyczajom obowiązującym za oceanem i wybrać to, co nam się podoba i dodatkowo uatrakcyjni przyjęcie ślubne.
Jednym tych, którym warto się przyjrzeć, jest zwyczaj wygłaszania toastu-przemówienia przez ojca lub świadka pana młodego. Wznoszący toast powinien w kilkunastu zdaniach przybliżyć gościom osobę pana młodego lub panny młodej, ich charakter, wady i zalety, a także przytoczyć ciekawe anegdoty o tym, jak się poznali, jak pan młody zdobywał pannę młodą (lub co robiła panna młoda, aby zdobyć serce ukochanego). Choć w kulturze anglosaskiej, to świadek lub ojciec wygłasza toast- przemówienie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby u nas ten zwyczaj potraktować bardziej swobodnie. Niech przemawia każdy, kto ma na to ochotę…. o ile ma do powiedzenia coś ciekawego i dowcipnego, oczywiście w granicach dobrych obyczajów.
A oto przykładowe przemówienie ślubne świadka pana młodego. Jeżeli chcielibyście wygłosić toast, a nie wiecie, jak się do tego zabrać – możecie zgłosić się tutaj.
Spotyka mnie dziś niesamowite wyróżnienie ze strony Wiktora – poprosił mnie, abym był świadkiem na jego ślubie.
Tak prawdę mówiąc jest to zapewne tylko wspaniałomyślny rewanż ze to, że 3 lata temu to ja poprosiłem go o pełnienie honoru drużby na moim ślubie, niemniej jestem mu i tak wdzięczny.
Jako świadek czuję się zobowiązany do wytłumaczenia, w jaki sposób poznałem Pana młodego. Otóż, poznaliśmy się, gdy miałem cztery lata, wtedy bowiem mama przywiozła ze szpitala płaczącego noworodka, który okazał się moim długo wyczekiwanym bratem.
Gdy nieco podrośliśmy, staliśmy się prawdziwymi przyjaciółmi. Nie było rzeczy, której nie zrobiłbym dla mojego brata. Nie było również rzeczy, której on by dla mnie nie zrobił… Co nie zmienia faktu, że spędzaliśmy mnóstwo czasu, nie robiąc dla siebie absolutnie nic.
Wspólne dorastanie nie było łatwe. Mogę z dumą powiedzieć, że byłem prawdziwym aniołkiem, który nie sprawiał swoim rodzicom najmniejszego kłopotu. Niestety nie można tego powiedzieć o moim bracie. Przez lata byłem niewinną, cichą ofiarą nadużyć z jego strony i aż trudno uwierzyć, z jaką cierpliwością znosiłem tak długo zachowania młodszego brata.
Trzeba jednak przyznać, że Wiktor był bardzo oczytanym dzieckiem. Przeczytał około 50 komiksów! Niektóre nawet znał na pamięć. A pamięć miał i ma nadal godną pozazdroszczenia. Potrafił jednym tchem, bez zawahania wymienić wszystkie wyniki Widzewa z ostatniego sezonu. Zawsze tę swoją nieomylną pamięć wykorzystywał przy zakładach, które niestety zawsze wygrywał (nie zapomnę Ci tej koszulki z autografami piłkarzy, którą ode mnie wygrałeś!!)
Wiktor lubował się też w przygodach. Chcąc pewnego razu być jak Han Solo, zaczął budować statek kosmiczny. Niestety wehikuł Hana Solo vel Wiktora nigdy nie miał wystartować. Wszystko skończyło się w momencie, gdy ojciec zorientował się, że brakuje mu paru części w samochodzie.
Ale, o dziwo, ów krnąbrny, rozwrzeszczany małolat wyrósł na dobrze wychowanego, poukładanego przystojniaka, którego dziś tutaj widzimy. I całe szczęście, inaczej ta piękna dziewczyna nigdy nie zwróciłaby na niego uwagi!
Zatem, korzystając z okazji, że jestem dziś na ślubie mojego brata drużbą, chciałbym złożyć Młodej Parze życzenia wielu lat w miłości, zdrowiu i dostatku oraz nieustającym szczęściu.
Wstańmy i wszyscy wznieśmy toasty za Wiktora i Agnieszkę!